skip to main | skip to sidebar

Radosna strona życia

Pages

  • Strona główna
  • Kontakt i współpraca
  • Parę informacji o nas:

wtorek, 22 listopada 2011

"Po Syberii" czyli kraina targana emocjami i nostalgią

Tytuł: Po Syberii
Oryginalny tytuł:
Seria: Orient Express
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 380
Polskie wydanie: 9/2011

Syberia to jeden z tych obszarów kuli ziemskiej, który pozostał dla wielu lądem nie odkrytym, kojarzonym głównie z tajgą, mrozem i tygrysami syberyjskimi. Rzadko kiedy mamy okazję poznać prawdziwe oblicze tego terenu. Na całe szczęście pomocą służą nam książki zafascynowanych tą krainą podróżników. Jednym z nich bezsprzecznie jest Brytyjczyk Colin Thubron. Azja pasjonuje go od zawsze, a z jego licznych wypraw powstały doceniane przez krytyków książki – otrzymał za swoją twórczość między innymi Nagrodę im. Thomasa Cooka.

Warto wspomnieć, że pozycja ta oryginalnie ukazała się w roku 1999, do Polski zawędrowała zatem z dużym opóźnieniem . W ciągu kilkunastu lat opisywana kraina przeszła pewne zmiany, więc chociażby komentarze odnośnie ówczesnego prezydenta Rosji, Jelcyna, są nieaktualne. Nie umniejsza to jednak wartości książki z prostego powodu – poznawanie kolejnych zakamarków Syberii wciąga i zapada na długo w pamięć. Naszą podróż rozpoczynamy od przejazdu przez góry Ural, a kolej transsyberyjska będzie największym sprzymierzeńcem pisarza i śledzących jego przygody czytelników. Na trasie wyprawy przeczytamy między innymi o największym mieście regionu, Nowosybirsku, ale znacznie ciekawiej prezentuje się fragment o znajdującym się w pobliżu akademickim mieście, Akademgorodoku. Ze smutkiem czyta się opisy trudnej sytuacji mieszkańców regionu i braku funduszy na badania i rozwój. W przeciągu całej lektury powoli nabieramy przekonania o bezsilności ludności, ogromnej korupcji i braku zainteresowania Moskwy, chyba że w celu wyzysku.

Książka składa się z kilku rozdziałów i w każdym z nich autor skupia się na innym etapie podroży. Nie wszystkie z nich są jednak równie wciągające – na wyróżnienie zasługują te dotyczące dalekiego wschodu, podupadłego miasteczka mającego być drugą ojczyzną Żydów oraz poznawania losów potomków Rasputina. W pewnych momentach lektury na strony wkrada się lekkie znudzenie i monotonia – autor nie zawsze koncentruje się na rzeczach najciekawszych w danym miejscu, zbyt często opisuje religijność i pozostałości po dawnych wierzeniach czy szamanizmie. Zamiast tego przydałoby się szersze poruszenie tematu budowy kolei transsyberyjskiej i jej funkcjonowania a także tajemniczych miast, które jeszcze do niedawna nie istniały nawet na oficjalnych mapach z powodu swojego znaczenia militarnego.

Mocnym punktem dzieła Colina Thubrona są jego opisy spotkań i rozmów z osobami, które napotyka na swojej drodze – czy jest to zwariowany naukowiec w Akademgorodoku, czy też polski ksiądz nawracający i opiekujący się wiernymi na terenie przy rzece Jenisej. Ze scen, w których pisarz brał udział, jak i słów jego rozmówców wyłania się dość przygnębiający i ponury obraz świata, który gdzieś się zagubił w wyniku upadku komunizmu i rewolucji. Stagnacja, bezsilność i brak widoków na przyszłość bezustannie towarzyszy nam podczas lektury. „Po Syberii” nie jest lekką, łatwą książką, nie znajdziemy tutaj śmiesznych przygód podróżnika – to zapis przejmujących historii ludzi, którzy w większości przypadków zostali spisani na straty przez władze w odległej Moskwie. W wielu momentach poczujemy pewien smutek i wpadniemy w zadumę nad losami tego intrygującego obszaru – całość bezsprzecznie wciąga i pozwala na zobaczenie skomplikowanego obrazu Syberii. W pamięci pozostaną nam sylwetki niezwykłych osób i miejsc.

Bardzo przydatna jest mapka Syberii i zaznaczonej trasy podróży autora – będziemy do niej zaglądali często, więc jej przejrzystość to znaczna zaleta. Zabrakło w książce przynajmniej kilku zdjęć zrobionych przez pisarza. Pozostaje nam zatem nasza wyobraźnia i Internet. Korekta i tłumaczenie stoją na najwyższym poziomie, do czego wydawnictwo Czarne zdążyło nas przyzwyczaić.

Colin Thubron stworzył niezwykłe zapiski swojej podróży, które prezentują obraz Syberii różnorodnej, ale przede wszystkim wyniszczonej i czekającej na lepsze czasy. Miłośnicy wymagającej literatury podróżniczej z pewnością będą usatysfakcjonowani i spędzą miłe chwile podczas lektury.
Autor: Radosiewka o 06:31
Reakcje: 
7 komentarze Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w usłudze Twitter Udostępnij w usłudze Facebook
Etykiety: Czarne, podróże, recenzja, reportaż

piątek, 18 listopada 2011

"Niewidzialna" czyli przygotowanie do ostatniego tomu

Tytuł: Niewidzialna
Tytuł oryginalny: Outcast Season: Unseen
Autor: Rachel Caine
Wydawnictwo: Amber
Pierwsze wydanie oryginalne: 2011
Liczba stron: 304
Tom trzeci z planowanych czterech

Z dłuższymi seriami zawsze istnieje pewien problem – nigdy nie wiadomo, czy kolejne książki będą równie ciekawymi i wartościowymi lekturami. Bardzo często autorowi kończą się pomysły i mamy do czynienia z powielaniem schematów oraz prowadzeniem akcji na siłę. Na całe szczęście, amerykańska pisarka Rachel Caine wiedziała, jak się od tego ustrzec przy pisaniu trzeciego tomu (z planowanych czterech) cyklu „Wygnanie”. Z pewnością duża w tym zasługa doświadczenia wyniesionego z bestsellerowych „Wampirów z Morganville”. „Niewidzialna” to udana kontynuacja, powielająca pewien sposób prowadzenia narracji, ale z drugiej strony oferująca ciekawy rozwój bohaterów i zwroty akcji.

Ponownie główną bohaterką zostaje Cassiel – wygnana ze świata dżinnów za nieposłuszeństwo, trafia na Ziemię i za karę przyjmuje ludzką postać. Na dodatek, nie jest już w stanie samodzielnie funkcjonować – jej moce szybko zużywają się, a jedyny ratunek to zaczerpywanie ich od Strażników – ludzi obdarzonych niezwykłymi zdolnościami. Bohaterka razem ze swoim ukochanym, Strażnikiem Luisem, już w poprzednich częściach próbowała uratować świat przed swoją siostrą, Perłą.

Niestety, Rachel Caine rozwleka finalne starcie do finału ostatniego tomu, ponownie mamy więc schemat podążania do bitwy i zostawienia czytelnika z nutką zawodu i oczekiwaniem na kolejną książkę z cyklu. Osobom, które nie czytały poprzednich tomów, umknie to, jak dużej zmianie uległo postępowanie Cassiel, a także ewolucja siostrzenicy Luisa, Ibby. Dziewczynka bardzo wydoroślała z powodu wcześniejszej niewoli i obudzenia w niej przedwcześnie mocy przez Perłę. Zwłaszcza na początku „Niewidzialnej” czujemy pewną nieobliczalność w jej zachowaniu – nigdy nie wiadomo, jak zareaguje. A nie ufa ona już Cass tak samo jak kiedyś. Ta nutka niepewności to jedna z najmocniejszych cech książki.

Pomimo dobrych dialogów, powrotu ciekawych postaci i pojawienia się nowych, autorce nie udało się uniknąć schematu znanego z poprzednich części. Znowu protagonistka poszukuje miejsca, gdzie przebywa Perła, chociaż tym razem scen akcji jest mniej – zamiast tego mamy moment spokoju w postaci opisu funkcjonowania społeczności sekty szkolącej dzieci do niecnych planów żądnego zemsty dżinna. Relacja Luisa z Cassiel schodzi na boczny tor, ponieważ bohaterka samotnie wyrusza na krucjatę, ale książka w żadnej mierze na tym nie cierpi – na pierwszy plan wysuwają się pozostałe postaci. Irytuje jedynie fakt, że ”Niewidzialna” jest typowym „upychaczem” pomiędzy drugą i ostatnią częścią cyklu – równie dobrze mogłoby jej nie być.

Sfera językowa zawsze była mocną stroną Rachel Caine i nie uległo to zmianie. W porównaniu do poprzednich książek z tej serii, pogorszyła się korekta – więcej tutaj niekonsekwencji w opisach i literówek. Szkoda, że wydawnictwo nie zdecydowało się ponownie na zakupienie praw do oryginalnej okładki – poprzednie doskonale oddawały główne pasje Cassiel – motocykle i specyficzny styl ubierania się, tutaj już, niestety, tradycja nie została zachowana.

Czy zatem warto sięgnąć po „Niewidzialną”? Jeśli czytaliście poprzednie tomy „Wygnania”, jak najbardziej – pomimo pewnych powtórzeń, jest to najlepsza książka w serii o zbuntowanym dżinnie oraz doskonałe przygotowanie do wielkiego finału. W przeciwnym razie należy się zastanowić nad sięgnięciem najpierw po „Wyklętą” oraz „Nieznaną”. A warto to zrobić, ponieważ jest to jedna z ciekawszych pozycji miejskiego fantasy ostatnich lat – lekka i przyjemna w czytaniu, z niepospolitymi bohaterami.
Autor: Radosiewka o 12:11
Reakcje: 
5 komentarze Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w usłudze Twitter Udostępnij w usłudze Facebook
Etykiety: Amber, recenzja, urban fantasy

piątek, 11 listopada 2011

Tytuł: Córka kata
Autor: Oliver Pötzsch
Wydawnictwo: Esprit
Liczba stron: 460

W filmach oraz powieściach bazujących na historii i rozgrywających się w czasach średniowiecza rzadko kiedy mamy okazję dowiedzieć się, jak tak naprawdę wyglądała profesja kata. Na całe szczęście wszyscy zainteresowani mogą sięgnąć po niedawno wydaną „Córkę kata” autorstwa Olivera Pötzscha. Jest to debiut pisarski Niemca, otwierający serię książek historycznych z dużą dozą tajemnic i akcji. Nie bez powodu wybrał on taką tematykę – należy do rodziny pamiętającej o swoich korzeniach. Potomek jednego z najsłynniejszych katowskich rodów w Bawarii, Kuislów, dokładnie zbadał fach swoich przodków dzięki przekazywanym z pokolenia na pokolenie materiałom i postanowił to wykorzystać przy tworzeniu swojej opowieści.

W małym miasteczku Schongau położonym w Bawarii zaczynają się dziać bardzo podejrzane rzeczy. Jest rok 1659, zabobony wśród ludzi mają się doskonale i bardzo łatwo padają oskarżenia o herezje i czary. Dlatego gdy w mieście dochodzi do tajemniczych morderstw na dzieciach, rada miejska i mieszkańcy są przerażeni wizją ataku czarownic. Na znalezionych ciałach ofiar widnieje tajemniczy symbol, który wzbudza jeszcze większą panikę i chęć szybkiego znalezienia winowajcy. Zostaje schwytana miejscowa akuszerka, ponieważ jej korzystanie z tajemniczych ziół i maści zawsze budziło podejrzenia. W winę kobiety nie wierzy miastowy kat, Jakub Kuisl, rozpoczynający własne śledztwo w tej sprawie.

Bardzo dobrze wypada opis charakterów postaci oraz ich metod radzenia sobie z wszystkimi konwencjami i regułami obowiązującymi w XVII wieku. Zawód kata budził w ludziach grozę i osoby wykonujące tę pracę były zmuszone mieszkać poza murami miasta, a to tylko początek restrykcji, jakie były im narzucane.

Tytułowa córka kata, Magdalena, nie jest główną bohaterką tej książki, jak mogłoby się wydawać. Wprawdzie jej losy odgrywają ważną rolę, ale najważniejszą postacią pozostaje Jakub Kuisl. Ten niezwykle inteligentny, poważny mężczyzna poznał nie tylko arkana zabijania i torturowania, lecz również medycynę, lubi także czytać postępowe księgi, potępiane przez uniwersytety. Pötzsch przedstawił bardzo złożoną i ciekawą postać, która powoduje, że z zapałem śledzimy poczynania kata oraz jego pomocnika, młodego medyka Simona.

Realia historyczne zostały dobrze oddane w książce i każdy, kto interesuje się tymi czasami albo po prostu chce dowiedzieć się czegoś nowego, powinien być zadowolony. Jedyne zastrzeżenia może budzić sposób przedstawienia czarnych charakterów – wypadają oni bardzo blado i zamiast budzić w czytelniku grozę, po prostu śmieszą.

Debiutancką powieść niemieckiego pisarza można zaliczyć do bardzo udanych, głównie z powodu stworzenia interesujących, wiarygodnych postaci oraz ciekawego tła historycznego. Zderzenie się ciemnoty i zabobonów z nowymi odkryciami w medycynie wypada intrygująco oraz zachęcająco.
Autor: Radosiewka o 08:00
Reakcje: 
11 komentarze Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w usłudze Twitter Udostępnij w usłudze Facebook
Etykiety: Esprit, historyczne, recenzje

wtorek, 8 listopada 2011

"Nieznana", czyli sprawnie napisane urban fantasy z dużą ilością akcji

Tytuł: Nieznana
Tytuł oryginalny: Outcast Season: Unknown
Autor: Rachel Caine
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 312
Tom drugi z planowanej czterotomowej serii

Rachel Caine to amerykańska pisarka słynąca głównie z serii „Wampiry z Morganville” i wiele osób może nie znać jej znacznie młodszego cyklu „Czas wygnania”. Byłoby to jednak błędem, ponieważ już pierwsza część, „Wyklęta”, była miłym powiewem świeżości w gatunku miejskiego fantasy. Sama autorka przyznaje, że chciała tym razem odejść od romansu paranormalnego i pójść w stronę prozy dla dojrzalszego czytelnika. W drugiej odsłonie przygód Cassiel można zatem znaleźć próbę połączenia akcji, romansu i walki z własną naturą.

Główna bohaterka jest dżinnem, który z powodu swojego nieposłuszeństwa został wygnany na Ziemię. Udało się jej jednak trafić po opiekę Strażników – osób z mocami zdolnymi poskromić żywioły, ale mimo wszystko nie posiadającymi wystarczającej potęgi, aby walczyć z dżinnami. Cassiel już w pierwszej części cyklu zaczęła oswajać się z ludzkim ciałem i uczuciami – teraz otrzymaliśmy dalszy ciąg jej uczłowieczania, jednak momentami autorka za bardzo uwierzyła w dobroć protagonistki i wymusza w niej nagłą chęć opieki nad wszystkimi dziećmi – przez to wiarygodność postaci ucierpiała, ale nie na tyle, żeby odkładać książkę na półkę.

W „Nieznanej” otrzymujemy kontynuację zdarzeń z pierwszej części: Strażnik Luis razem z Cass próbują powstrzymać tajemniczą Perłę – dżinna, który pragnie zemsty na wszystkim i wszystkich dookoła. Stawka jest tym większa, że Perła ma u siebie w niewoli dzieci Strażników, także obdarzone mocami, ale niepotrafiące ich opanować. Wśród nich jest bratanica Luisa, Isabel.

Fabuła z jednej strony jest bardzo przewidywalna (raczej nikt nie będzie spodziewał się złego zakończenia), ale niektóre zwroty akcji są ciekawe. Z przyjemnością czyta się także opisy kaskaderskich wyczynów. Rachel Caine zachowała proporcję w ilości scen spokojnych i tych pełnych pościgów oraz ofiar w ludziach. Momentami razi tylko niekonsekwencja autorki w dozowaniu brutalności – części ciał motocyklistów walają się po drodze, ale już jakiekolwiek zranienie dziecka w obronie własnej jest złe według Cassie.

Siłą powieści jest intrygujące przedstawienie świata dżinów i Strażników – poznajemy historię skomplikowanych relacji pomiędzy nimi oraz sposób, w jaki ci pierwsi postrzegają ludzi. Na uwagę zasługuje także postać dżinna Rashida – niepewność wobec jego zachowania znacznie uatrakcyjnia lekturę. Szkoda tylko, że książka kończy się dość szybko, będziemy w stanie przeczytać ją w kilka wieczorów. Całość mogłaby być zdecydowanie dłuższa.

Język autorki jest przejrzysty i w żadnej chwili nie przeszkadza w śledzeniu przygód bohaterów, co jest kolejną zaletą powieści. Także opisy miłosnych rozterek bohaterki, jak i jej szaleńcza jazda na motocyklu zostały napisane bardzo sprawnie.

Czy zatem warto sięgnąć po ten tytuł? Osoby poszukujące dobrego, aczkolwiek nie wybitnego miejskiego fantasy będą zadowolone, podobnie jak czytelnicy, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem. Obecność dżinów zamiast wampirów, wilkołaków albo zombie to miła odmiana i wiele osób przyjmie ją z pewną ulgą. Jedynie ci poszukujący dobrego romansu i nacisku na relacje pomiędzy bohaterami mogą być zawiedzeni – tutaj element ten nie odgrywa zbyt wielkiej roli, właściwie schodzi na drugi plan. Znacznie ważniejsza jest akcja, strzelaniny, kaskaderskie wyczyny – pod tym względem amerykańska pisarka pokazała, na co ją stać.
Autor: Radosiewka o 12:09
Reakcje: 
7 komentarze Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w usłudze Twitter Udostępnij w usłudze Facebook
Etykiety: Amber, recenzje, urban fantasy

wtorek, 1 listopada 2011

"Wichry Archipelagu", czyli bardzo skomplikowana powieść


Czasami pisanie recenzji przychodzi mi z łatwością, ale są książki, których nie potrafię jednoznacznie ocenić. Tak właśnie było z „Wichrami Archipelgu” autorstwa Bradley’a P. Beaulieu, które są debiutem pisarza. Przeczytanie całej powieści zajęło mi prawie miesiąc. Czemu? Zawsze pochłaniałam książki w dzień, dwa, najwięcej w tydzień, dlaczego tym razem było inaczej? Powodów jest wiele, ale największym z nich jest fakt, że „Wichry Archipelagu” po prostu mnie nie wciągnęły. Moje przygody z tą powieścią odbywały się najczęściej podczas jazdy autobusem, nie miałam chęci na czytanie wieczorami. Jakie są przyczyny moich oporów? Czy warto sięgać po tę powieść?

Jednym z głównych bohaterów powieści jest książę Nikandr z rodziny Kałakowo. Mężczyzna ma wkrótce objąć stanowisko swojego ojca i razem ze swoją przyszłą, wybraną przez potężne Mantry żoną, zarządzać krainą. Ich małżeństwo jest jedynie zagraniem politycznym, które ma na celu wzmocnić oba państwa. Ślub młodej pary ma bardzo duże znaczenie dla Wostromy, ponieważ w przyszłości, po śmierci Wielkiego Księcia zarządzającego Księstwem Anuski- wszystkimi państwami, najlepszym kandydatem na objęcie stanowiska jest ojciec Nikandra. Z pozoru doskonały plan traci swoje znaczenie po tajemniczej śmierci Wielkiego Księcia na terytorium Kałakowa. Wostroma staje się podejrzliwa, a decyzje podjęte przez Nikandra wydają się być jeszcze dziwniejsze... Oprócz problemów na tle politycznym, całej krainie zagraża zaraza, która już zdażyła wyludnic parę wysp. Obywatele Kałakowa zaczynają chorować, jednym z nich jest wspomniany wczesniej książę Nikandr. Młody mężczyzna będzie musiał zmierzyć się ze śmiertelną chorobą, odwiecznymi wrogami- Maharratami, którzy pragną wykorzystać osłabienie państwa, a także zarzutami zdrady innych władców. Czy uda mu się pokonać zarazę? Czy rozpęta się kolejna wojna? Jakie znaczenie w całej historii będzie miał autystyczny chłopiec o nadzwyczajnych umiejętnościach?

„Wichry Archipelagu” to z pewnością wyjątkowo skomplikowana książka. Zanim zrozumiałam zasady funkcjonowania świata przedstawionego, jego politykę, bohaterów oraz narody minęło sporo czasu. Często cofałam się o kilkanaście stron, bądź ratowałam się spisem bohaterów. Równie trudnym zadaniem jest wyobrażenie sobie świata przedstawionego w książce, bowiem chyba w żadnej innej powieści nie spotkałam się ze statkami poruszającymi się w powietrzu, stworzeniami wiatru itd. Podziwiam oryginalność autora, ogromną radość sprawiło mi wyobrażanie sobie latających statków, Maharratów i przyrody. Jednakże było to dosyć trudne zadanie, ponieważ opisy są zagmatwane, często niejasne. Z resztą podobnie jak akcja, czasami nie wiedziałam co się właściwie stało itd. To chyba największa wada „Wichrów Archipelagu”, która sprawiła, że po prostu nie zostałam wciągnięta w ten świat.

Bohaterowie są dosyć przeciętni. Nie przywiązałam się zbytnio do żadnego z nich, w zasadzie byli mi całkowicie obojętni. Jedynie polubiłam Aminę, która z początku okropnie mnie irytowała, ale potem na skutek wielu trudnych sytuacji uległa przemianie. Stała się silną osobą i bardzo mi to zaimponowało. Tym bardziej, że była gotowa bez względu na wszystko dojść do celu. Swoim zachowaniem z pewnością potrafiła zaskoczyć czytelnika. Inni wydawali się nierzeczywiści, pełni zbyt mocno zarysowanych cech.

Wydanie „Wichrów Archipelagu” jest moim zdaniem bardzo dobre. Podoba mi się pomysł wydawnictwa Prószyński i S-ka na nową serię fantastyki. Wiele z tych książek jest niesamowicie oryginalnych i wspaniałych, ale trafiają się też takie, których po prostu nie da się znieść. „Wichry Archipelagu” mają ładną okładkę, świetny spis postaci i mapkę, która moim zdaniem jest bez sensu. Mamy mnóstwo wysp, które w ogóle się nie pojawiają w powieści. Wolałabym bardziej szczegółową wersję na której zaznaczone byłyby miasta Kałakowo, ponieważ to ich było najwięcej.
Czy warto sięgać po „Wichry Archipelagu”? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli lubicie wyzwania, macie bogatą wyobraźnię oraz nie wymagacie od książki za wiele to ten tytuł może się wam spodobać. Innym osobom, które pragną zapoznać się z nową serią wydawnictwa, polecam „Czaropis”. Moim zdaniem „Wichry Archipelagu” są przeciętne, mają mnóstwo mankamentów, które potrafią zdenerwować podczas czytania. To od Was zależy czy będziecie potrafili się z nimi pogodzić ;).
Autor: Raya o 18:28
Reakcje: 
10 komentarze Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w usłudze Twitter Udostępnij w usłudze Facebook
Etykiety: nowa fantastyka, recenzja
Starsze posty

Postcrossing


visited 29 states (12.8%)
Create your own visited map of The World or Like this? try: Movies from a balloon
visited 10 states (20%)
Create your own visited map of The United States or Free iphone travel guide

Cytat dnia:

Widzę, jak nieustannie poruszam się przez czas, jak nigdy nie mogę się zatrzymać, obsesyjnie myśląc o przeszłości, wyobrażając sobie przyszłość, usiłując schwycić kosmyk teraźniejszości i wciąż wypuszczając go z rąk.

Charles Yu "Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie"

Wyświetlenia strony

Followers

RSŻ na FB

Popularne posty

  • Serial Gra o Tron - moje wrażenia odnośnie pierwszego sezonu
    Naprawdę długo zbierałam się do obejrzenia Gry o Tron, nowego serialu przygotowanego przez HBO, w bliskiej współpracy z Martinem. Moja wymów...
  • Wielkie ekranizacje – „Wywiad z wampirem”
    Postanowiłam stworzyć serię recenzji dotyczących różnych ekranizacji. Na początku zajmę się głównie książkami, z czasem przejdę pewnie równi...
  • "Droga Cienia" czyli jak zostać doskonałym zabójcą.
    Autor: Brent Weeks Tytuł: Droga Cienia Seria: Trylogia Nocnego Anioła Wydawnictwo: MAG Rok wydania oryginału: 2008 Brent Weeks to dość now...
  • "Żona na Niby", czyli dobra komedia romantyczna
    Tytuł: Żona na Niby Tytuł oryginału: Just go with it Reżyseria: Dennis Dugan Data premiery: 1 kwietnia 2011 (Polska), 8 lutego 2011(świat) ...

Radosiewkowa półeczka

Raya- lubimy czytać

Polecamy i czytamy

  • zaBOOKowany
    Uniwersum Metro 2033: Do światła - Andriej Diakow [fragment]
    7 godz. temu
  •    Nie boję się ukulturalnienia!
    oTAGowani!
    2 dni temu
  • Całowałam się na wietrze. - Z kim? - Z powietrzem.
    "Starsza pani wnika" - Anna Fryczkowska
    3 dni temu
  • Kill All Movies
    Feel the Payne - o grze "Max Payne 3"
    3 dni temu
  • Kronika błękitnej biblioteczki
    ...dziękuję!
    5 dni temu
  • RYBIEUDKA blog
    Burza. Ucieczka z Warszawy '40 - Maciej Parowski - recenzja z portalu Fantasta.pl
    5 dni temu
  • god save the book
    Jo Nesbø w szafie
    1 tydzień temu
  • no hay banda
    The Hypnotized, reż. Kim Hye-su (2004)
    1 tydzień temu
  • Sheila recenzuje
    Zima mej duszy, Marcin Pągowski
    8 mies. temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Labels

  • Amber (7)
  • animacja (2)
  • Anne Bishop (1)
  • banderas (1)
  • blog (2)
  • cruise (1)
  • Czarne (2)
  • Czarne Kamienie (1)
  • Demony (4)
  • dramat (1)
  • dunst (1)
  • dyskusja (2)
  • dzień książki (1)
  • Ekranizacja (1)
  • Esprit (1)
  • eurowizja (1)
  • Fabryka Słów (5)
  • Fabryka Słów karty (1)
  • fantastyka (11)
  • Filmowo (10)
  • gra o tron (2)
  • gry komputerowe (1)
  • historyczne (1)
  • ifryt (2)
  • initium (2)
  • inne (1)
  • Izrael (1)
  • komedia (2)
  • komiksy (1)
  • kot (1)
  • Kryminał (2)
  • lestat (1)
  • medycyna (1)
  • news (1)
  • nowa fantastyka (1)
  • o książkach (1)
  • o nas (1)
  • o sobie radosiewka (1)
  • obyczajowe (5)
  • Opowiadania (2)
  • paranormal romance (1)
  • pitt (1)
  • podróże (1)
  • poradniki (1)
  • premiera (5)
  • premiery (4)
  • raya (1)
  • rebis (2)
  • recenzja (37)
  • recenzja tess gerritsen (1)
  • recenzja uczta wyobraźni UW troika (1)
  • recenzje (7)
  • reportaż (1)
  • różne (2)
  • S.F. (3)
  • science fiction (4)
  • serial (4)
  • Solaris (1)
  • Star Trek (1)
  • stosik (5)
  • szczepan twardoch (1)
  • thriller (2)
  • true blood (1)
  • uczta wyobraźni (1)
  • urban fantasy (4)
  • Wampiry (1)
  • wielkie ekranizacje (1)
  • wywiad z wampirem (1)
  • zapowiedzi (1)
  • zmiany (2)
  • zwierzęta (1)
  • święta (1)

Blog Archive

  • ▼  2011 (92)
    • ▼  listopad (5)
      • "Po Syberii" czyli kraina targana emocjami i nosta...
      • "Niewidzialna" czyli przygotowanie do ostatniego t...
      • Tytuł: Córka kataAutor: Oliver PötzschWydawnictwo:...
      • "Nieznana", czyli sprawnie napisane urban fantasy ...
      • "Wichry Archipelagu", czyli bardzo skomplikowana p...
    • ►  październik (1)
      • "Spirala" czyli niezwykle sugestywny thriller.
    • ►  wrzesień (4)
      • "Kraken" czyli jak zgubić się we własnej powieści....
      • "Harry's Law" czyli prawnicy w dzielnicy gangsteró...
      • "Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie"...
      • "Zapomniałam, że cię kocham", czyli książka zmusza...
    • ►  sierpień (15)
      • "Mag Niezależny Flossia Naren Część I", czyli za c...
      • "Ofiara w środku zimy", czyli Mons Kallentoft walc...
      • "Zła Kobieta", czyli wreszcie zabawna komedia
      • "Na krawędzi cienia" czyli nudne początki interesu...
      • "Charlie St. Cloud" czyli Zac Efron potrafi jednak...
      • "Droga Cienia" czyli jak zostać doskonałym zabójcą...
      • "Rango", czyli animacja dla każdego
      • "Captain America", czyli kolejny film oczami sióst...
      • Stosik radosiewki:)
      • "Żona na Niby", czyli dobra komedia romantyczna
      • "Gdzie Indziej", czyli jedna z moich ulubionych ks...
      • Green Lantern (2011) - czyli Zielona Latarnia kont...
      • Wiedźma.com.pl, czyli prawdziwe urban fantasy
      • True Blood, czyli niebłyszczących wampirów sezon 4...
      • Recenzja "Amerykanin. Niezwykle skryty dżentelmen"...
    • ►  lipiec (5)
      • "Mój prywatny demon" czyli im dalej, tym lepiej
      • Serial Gra o Tron - moje wrażenia odnośnie pierwsz...
      • "Dziki płomień" czyli dobry demon nie jest zły.
      • Szczepan Twardoch to autor ze sporym dorobkiem zar...
      • Stosik wyjazdowy
    • ►  czerwiec (11)
      • "Dwie Karty" Agnieszki Hałas, czyli udany debiut p...
      • Szablony:)
      • Długa spowiedź Radosiewki
      • Zmiany, zmiany:)
      • Mała spowiedź Raya'i
      • ,,Przymierze Ciemności", czyli nowe oblicze Anne B...
      • ,,Historyk", czyli powieść dzięki której pokochasz...
      • Stosik posesyjny:)
      • "Trojka", czyli najdziwniejsza książka jaką kiedyk...
      • "Bez skrupułów", czyli dwie książki w jednym.
      • "Dziewięć wcieleń kota Deweya", czyli ludzka siła ...
    • ►  maj (7)
      • "Wołanie z mroku", czyli nie każdy sequel jest dob...
      • Eurowizja 2011
      • "Wszyscy mężczyźni mojego kota", czyli powieść peł...
      • "Pocałunek łowcy" Marjorie M. Liu czyli, tatuażowe...
      • ,,Między Światami", czyli film który zanudzi Was n...
      • "Wampir z M-3" Andrzeja Pilipiuka, czyli ciężko by...
      • Stosik Raya'i :)
    • ►  kwiecień (44)
      • "Torment: Udręka" i wyższość gry komputerowej nad ...
      • ,,Zaplątani", czyli Disney w starym wydaniu
Technologia Blogger.
 
Copyright (c) 2010 Radosna strona życia. Designed for Video Games
Download Christmas photos, Public Liability Insurance, Premium Themes