piątek, 19 czerwca 2015

Seriale do nadrobienia w wakacje cz. 1

W poniższym wpisie zaprezentuję Wam seriale, które ja osobiście już oglądałam i polecam (albo jestem w trakcie oglądania). W kolejnej części, która ukaże się "na dniach", zamieszczę pozostałe pozycje, które nie zmieściły się w tym zestawieniu.

Lato to doskonały czas na nadrobienie zaległych seriali - część z nas ma wreszcie upragnione urlopy, a jeszcze inni mogą odsapnąć od szkoły/uczelni. Na dodatek w telewizji ogólnodostępnej w te upalne miesiące dzieje się bardzo mało i w tym czasie prym wiodą Showtime i HBO. Jest to więc czas maratonów filmowych dla każdego serialoholika.




Od dzieci MTV do niejednoznacznych liderów - The 100 (The CW)


Silne postacie kobiece i trudne, rzadko kiedy czarno-białe wybory - tym kupił mnie ten serial

Po obejrzeniu pierwszego odcinka miałam mieszane odczucia. Serial stacji puszczającej do tej pory produkcje młodzieżowe tworzy sf postapokaliptyczne o opuszczonej Ziemi i mieszkańcach stacji kosmicznej, którzy w ramach kary za złamanie prawa, zrzucają na planetę nastolatków? Jednak im dalej, tym lepiej, a drugi sezon spokojnie mógłby być emitowany w HBO lub Showtime. To nie jest może najpopularniejszy serial CW (tutaj prym wiedzie Flash), ale z pewnością najpoważniejszy i najlepszy jakościowo.

100 nastolatków zostaje wysłanych na Ziemię, która po wojnie nuklearnej zdaje się być niezamieszkana. A przynajmniej początkowo tak się wydaje. Z biegiem czasu okazuje się, że nie są jedynymi mieszkańcami - pojawiają się mieszkańcy kompleksu Mount Weather, korzystający z najnowszych technologii, ale niemogący wychodzić bez skafandrów na Ziemię oraz odporni na skażenie Groundersi, którzy w walkach korzystają z włóczni i żyją w systemie plemiennym. Widać, że scenarzyści mają pomysły na nowe odcinki i wątki, a to, że serial cały czas jest zagrożony kasacją sprawia, że sezony tworzą zamkniętą całość. Na dodatek, każdy sezon to 13-16 odcinków, więc nie uświadczymy tu żadnych zapychaczy.

To co było i nadal jest ogromnym udziałem w sukcesie Gry o tron to umiejętność zaskakiwania widza i bezpardonowe zabijanie kolejnych bohaterów. I to samo dotyczy The 100. Giną zarówno wojownicy, jak i kobiety i dzieci. Mało tego, bohaterowie, którzy zaczynają w premierowym odcinku jako postacie pozytywne i miłe, potrafią zabijać i dokonywać masakr. Trudy życia w wyludnionym świecie odbijają się na psychice głównej bohaterki Clarke, i niejednokrotnie jest ona zmuszona do wybierania mniejszego zła. Pozostałe postacie również są barwne i mają wiele do powiedzenia. I to nie tylko pierwszoplanowe - postać wojowniczki Anyi, należącej do Groundersów tworzy rewelacyjny duet z Clarke, gdy muszą wspólnie wydostać się z opresji, ale nigdy też nie zapomina o tym, co jest jej nadrzędnym celem - dobro jej ludzi.

Nie jest dużym spoilerem to, że dość szybko na Ziemię trafiają również dorośli, którzy wcześniej przebywali na stacji kosmicznej. I tu kolejna ciekawostka - dość szybko przekonują się, że znani przez nich wcześniej nastolatkowie szybko dostosowali się do nowych warunków i niejednokrotnie są w stanie szybciej podjąć decyzje i działać. Trudno znaleźć w tym serialu słabszy wątek i postać, która jest zbędna i nic do serialu nie wnosi. O ile przebrniecie przez dwa pierwsze, bardziej młodzieżowe odcinki, powinniście być zadowoleni. Serial ogląda się szybko i przyjemne - jest do dobrze wykonane "guilty pleasure", ale z domieszką poważnej tematyki - czy można zabić setki, aby uratować kilkadziesiąt osób? W jak dużym stopniu można akceptować zwyczaje innych ludzi, jeśli są przez nas postrzegane jako niesprawiedliwe i brutalne? I przede wszystkim - czy każdy z nas ma w sobie potwora i przy określonej sytuacji, jest w stanie się ujawnić? Dla mnie The 100 to jedna z najbardziej pozytywnych niespodzianek ostatnich miesięcy i wręcz nie mogę się doczekać na trzeci sezon, który ukaże się na początku przyszłego roku.




Telewizja od środka - Episodes (HBO)
Carol nie jest główną bohaterką serialu, ale najśmieszniejszą. To jej rozmowa z nowym szefem.

Showtime zrobiło serial o serialach. Lekki, z dobrą obsadą i idealny na weekendy. Do tej pory pojawiły się trzy sezon, każdy to od 7 do 9, 30-minutowych odcinków pełnych sarkastycznych dialogów i ciętych ripost.

Dwójka brytyjskich scenarzystów po ich ogromnym sukcesie na terenie Wielkiej Brytanii, otrzymuje propozycję nakręcenia amerykańskiej wersji ich serialu. Oczywiście, po odpowiednim dostosowaniu tytułu do amerykańskich widzów. I tak oto powstał remake, który w ogóle nie przypomina pierwowzoru. A stacja do odtwórcy głównej roli zatrudniła znanego z Friendsów Matta LeBlanca. Najśmieszniejszy z szóstki przyjaciół, gra w serialu Showtime po części samego siebie. I sprawdza się w tej roli doskonale. Sympatyczny kobieciarz, nie potrafiący ułożyć sobie życia i ciągle szukający kolejnego hitu jest jednak przyćmiony przez parę brytyjskich scenarzystów. Ich zderzenie z amerykańską kulturą ogląda się z ogromną ciekawością, a duża w tym zasługa Stephena Mangana (Rush) oraz Tamsin Greig (Tamara i mężczyźni).

Na oddzielny akapit zasługują przygody pracującej w stacji na stanowisku asystentki Carol. W pierwszym sezonie możemy poznać jej relacje z szefem Lapidusem, ale już w kolejnych widzimy, jak staje się bardziej pewna siebie i zdobywa więcej możliwości w firmie. Niestety, nie ma szczęścia do nowych szefów.



Piękna pocztówka z czasów, które już nie wrócą - Magic City (Starz)
Świetni aktorzy i scenografie - nostalgia i piękno słonecznego Miami przełomu lat 50. i 60.

Każdy z nas ma momentami chwile, że chciałby zapomnieć o swoich problemach i świecie, a seriale są do tego doskonałym  rozwiązaniem. Magic City to idealna produkcja na mniej pogodne dni, ponieważ przenosi nas do słonecznego Miami z początku lat 60-tych. Hotel Miramar Plaza uznawany jest za najlepszy w mieście, a zarządzający nim Ike Evans (rewelacyjny Jeffrey Dean Morgan) wydaje się być dość zadowolony z życia. Człowiek honoru, który uczciwie prowadzi biznes, pomimo tego, że czasami nie jest łatwo uporać się z gośćmi, organizacją imprez oraz wiecznie protestującymi związkami zawodowymi. Wraz z młodą, piękną żoną (Olga Kurylenko) i trójką dzieci, wydają się razem tworzyć zgraną rodzinę. Nadchodzi jednak czas zmian – na Kubie Fidel Castro przejmuje władzę, kończy się era hazardu w Hawanie. Do Miami wraca Ben Diamond (Danny Huston), wpływowy gangster, który posiada udziały w prowadzonym przez Ike’a hotelu. Z chęcią widziałby we wspólnej inwestycji kasyno, jednak surowe prawo oraz naciski polityczne uniemożliwiają jego cel. Dzieje się dużo, ale w bardzo powolnym tempie. I to jest największy urok tego serialu - można rozsmakować się w muzyce, słonecznym mieście i dopracowanej wizji luksusowego hotelu. Aż trudno uwierzyć, że wnętrza hotelu zostały zbudowane w ogromnej hali i nie są prawdziwe.

Powstały tylko dwa sezony serialu (ja do tej pory widziałam tylko jeden, ale Magic City jest już w pierwszej dziesiątce seriali do nadrobienia, może uda się jeszcze w te wakacje to nadgonić?), ale i tak warto poświęcić swój czas na tą piękną wizję czasów, które już nie wrócą.




Jesteś tym, co jesz - iZombie - (The CW) 

Miesiąc temu nie sądziłam, że na liście pojawi się jakakolwiek produkcja stacji The CW. Arrow w tym sezonie jest w bardzo słabej kondycji (kto by pomyślał, że Olicity też może przestać być ciekawe, a wątek Ligii nudnawy), a Flash nigdy nie mógł mnie do siebie przekonać z powodu lżejszego tonu i tego, że powoli zaczynam męczyć się serialami o superbohaterach (tak, nawet mroczny Daredevil Netflixa nie wzbudził u mnie zbyt wielu emocji). iZombie po pierwszych zapowiedziach wyśmiałam. Ot, kolejny serial będący efektem mody na zombiaki, na dodatek od CW i utrzymany w młodzieżowym stylu. To nie może się udać. No i się udało całkiem nieźle. 

To produkcja powstała na bazie komiksu, bardzo dobrze łącząca sprawy tygodnia z głównym wątkiem. Liv jest ambitną studentką medycyny, ma przystojnego narzeczonego i jej życie toczy się całkiem nieźle. Do czasu, gdy na jednej z imprez dochodzi do wypadku, ludzie giną, a część pogryzionych zostaje zombiakami. Wśród nich jest również Liv. Porzuca narzeczonego, rozpoczyna pracę w biurze koronera i próbuje wtopić się w tłum. A nie jest to łatwe przy białym kolorze włosów i bladej cerze. Szybko odkrywa, że po zjedzeniu mózgu trupa, jest w stanie zobaczyć fragmenty z jego życia oraz przejąć na pewien czas pewne cechy jego charakteru. Pomaga to w znalezieniu sprawcy, ale często prowadzi też do śmiesznych sytuacji. Rose Mclever dobrze gra różne wcielenia bohaterki - psychopaty, osoby bojącej się wychodzenia z domu czy też wariata. Dzięki temu pomimo przeważającego schematu - jeden odcinek, jedna ofiara i jeden mózg, iZombie pozostaje mieszanką bardzo świeżą i idealną na letnie wieczory. W tle przewija się główny wątek z obecnością innych zombie i możliwością uleczenia tej przypadłości (o ile można tak to nazwać). Pierwszy sezon to 13 odcinków i już teraz wiadomo, że w tym roku ukaże się drugi sezon.



1 komentarz:

  1. Hmm... ten serial iZombie prawdopodobnie dodam sobie do spisu serialików do oglądnięcia, lubię zombiaki lubię trochę humoru ale... nie lubię detektywistycznych scen.. Zobaczymy jak to będzie :)
    Natomiast Ciebie chciałabym zaprosić na mój drobny konkuts, w którym masz szansę do wygrania książkę Starcraft Punkt Krytyczny. Widziałam Twój tekst o Mass Effecie, a co z Starcraftem ?;)
    http://drunkpriest.blogspot.com/2015/06/konkurs-do-wygrania-ksiazka-starcraft.html
    Zapraszam <3

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty