sobota, 23 stycznia 2016

Najgorsza komedia roku? – recenzja filmu The Ridiculous 6



Netflix przyzwyczaił nas do serwowania bardzo dobrych seriali – zarówno komediowych (Unbreakable Kimmy Schmidt, Master of None) jak i dramatów (House of Cards, Sense8). Na dokładkę można dodać produkcje na podstawie komiksów Marvela (Daredevil oraz Jessica Jones). Jednak dopiero niedawno na platformie pojawiły się autorskie filmy. Beasts of No Nation z Idrisem Elbą zebrał bardzo dobre opinie wśród widzów i krytyków, jednak kolejna produkcja – The Ridiculous 6 ściga się w zupełnie innej konkurencji – najgorszego filmu 2015 roku. I ma spore szanse ten niechlubny tytuł zdobyć.




The Ridiculous 6 to niestety pierwszy z czterech filmów, które przygotuje dla Netflixa Adam Sandler. Aktor i scenarzysta podpisał bowiem kontrakt na taką ilość produkcji, a teraz możemy zapoznać się z pierwszymi efektami. I niestety, jest źle. Sandler nie jest złym aktorem komediowym. Sprawdził się w takich komediach jak Żona na niby oraz 50 pierwszych randek. Nie były to pozycje wybitne w swoim gatunku, ale też ich oglądanie nie obrażało inteligencji widzów. Gorzej jest, gdy Sandler bierze się za pisanie scenariuszy. A tak jest tym razem. Wspólnie z Timem Herlihym stworzyli historię, która z zamierzenia miała prawdopodobnie być parodią westernów, wyśmiewającą sposób, w jaki pokazywany jest Dziki Zachód i Indianie. 

Adam Sandler wciela się w rolę Tommy’ego Stockburna. Jego matka zginęła za młodu i został wychowany przez plemię Apaczów. Nazywa siebie indiańskim imieniem „White Knife” i ma ułożyć sobie życie z Indianką „Smoking Fox” (Julia Jones), gdy do ich wioski trafia ojciec bohatera (Nick Nolte). Chce poznać swojego syna i przekazać mu majątek. Wszystko idzie jednak nie tak i ojciec zostaje porwany przez dawny gang, do którego należał. Ponieważ bohater nie wie, gdzie zostały ukryte pieniądze, postanawia je ukraść od jakżeby inaczej – złych, chciwych białych ludzi. W międzyczasie natrafia na piątkę półbraci. Każdy z nich reprezentuje inny wyświechtany schemat i ich osobowość można przyporządkować do jednego określenia – jeden jest niezbyt rozgarnięty (Taylor Lautner), drugi to meksykanin (Rob Schneider), trzeci pijak (Luke Wilson), czwarty czarnoskóry (Terry Crews) i piąty to człowiek z gór (Jorge Garcia).


Na papierze obsada występująca w filmie prezentuje się nieźle. Oprócz wyżej wspomnianych, na ekranie możemy zobaczyć również Steve Zahna (Sahara, Witaj w klubie) oraz Danny’ego Trejo (Maczeta). Co z tego, skoro żaden aktor nie ma szans, aby się wykazać, a scenariusz i drętwe dialogi pogarszają sytuację. Następujące po sobie sceny zupełnie nie bawią, a wręcz nużą (na dodatek robią to przez dwie godziny, bo tyle trwa ten film). Ile to już razy widzieliśmy te same żarty w filmach Sandlera, tyle tylko, że w innej scenerii? Zupełnie nie na miejscu wydaje się być tak duże naśmiewanie się z Indian. Nic dziwnego, że film miał problemy z produkcją i część obsady odeszła podczas kręcenia zdjęć. The Ridiculous 6 udało się dokonać jednego – znaleźć na liście filmów, które na portalu Rotten Tomatoes posiadają ocenę 0%.

Szukając zalet tej produkcji udało mi się znaleźć jedną – zdjęcia i krajobrazy są naprawdę ładne i miło się je ogląda. Również oprawa muzyczna nie wypada źle. Nie jest to jednak w stanie zrewanżować tragicznego scenariusza i drętwych dialogów. Sandler w roli szlachetnego wybawcy wypada blado, a jego serialowi bracia irytują. Szkoda, że aktorzy musieli zagrać takie role.

Nie rekomenduję The Ridiculous 6 nikomu – dwie godziny możecie poświęcić na obejrzenie innej komedii i będziecie z tego znacznie bardziej zadowoleni. Potencjał komediowy był, znane nazwiska również, ale scenariusz ostatecznie pogrążył tą produkcję. Nawet Straszne Filmy albo American Pie bawiły znacznie lepiej niż to. Właściwie trudno znaleźć inny film, który byłby gorszym wyborem niż to.



1 komentarz:

  1. Szkoda, że Sandlerowi coś nie wyszło z tym filmem, on zazwyczaj gra w dobrych produkcjach. No cóż, zdarza się najlepszym.

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty